Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2017

Koniec końca

Obraz
Zimy. Tej zimy. Choć tej prawdziwej, która była w tym roku nad Wisłą, doświadczyłem praktycznie tyle ile zawiera mój poprzedni wpis ze stycznia, to i tak ta niderlandzka dawała w kość. Ulewy, zrywające się znikąd wiatry i reszta podobnych atrakcji jest niezbyt przyjemna, gdy do pracy trzeba zasuwać dzień w dzień rowerem po siedem kilometrów w jedną stronę ;) Ale, ale. Koniec marca obrodził w końcu o tą wymodloną  i zaklinaną pogodą, której parę próbek poniżej:




Tak na oko, fenologia jest tu przyspieszona w stosunku naszego kraju o miesiąc. Kiedy u nas jeszcze bywają zamiecie, tu, jak widać na powyższym zdjęciu, wiosna jest już nie tylko kalendarzowa. Jest w tym też mały haczyk - kwiecień to często bardzo deszczowy miesiąc w Holandii, za to w Polsce przeważnie jest już wtedy tak dobrze, że siedzenie w domu to grzech.



Wiosna jak widać nie tylko w polu lub na dworze (niepotrzebne skreślić), lecz też także chowa się po krzakach i zaułkach:



I pewnie nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa…